Wakacje w Zawoi
Tym razem uczestnicy Wakacyjnej Kropli Szczęścia odpoczywali w Beskidach Wysokich!
Wieś Zawoja, która leży niemal u stóp Babiej Góry przywitała 2 sierpnia mniejszych i większych poszukiwaczy przygód w liczbie (wow!) ponad 70 osób.
Witajcie góry, witaj rześkie, łaskoczące w policzki powietrze, witaj leśna, szumiąca strumieniami kraino!
Ruszyliśmy o godzinie10.00 spod, wszystkim dobrze znanego, Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Oby zawsze ten potężny budynek kojarzył się nam z wakacjami...
Do końca podróży mieliśmy kilka godzin. Ha! To idealny czas na zawarcie pierwszych znajomości. Sam przejazd przez Zawoję i poszukiwanie ośrodka "Kachny"- naszej tymczasowej wakacyjnej przystani- zabrał nam prawie godzinę. Nic dziwnego, Zawoja to jedna z najdłuższych wsi w Polsce- ma ponad 30 km! W końcu osiągnęliśmy cel. Dzięki, Panie Kierowco, za bezpieczną podróż. Teraz tylko rozprostować nogi, rozpakować bagaż i już można pohasać na powietrzu ;)
WKS 2008 w Beskidach to przede wszystkim wycieczki: Borek-Centrum Aktywnego Wypoczynku, a to oznacza szaleństwo w drewnianym miasteczku, strzelanie z paintball'a, zakosztowanie jazdy w siodle, mini golfa i quadów, Wadowice i Kalwaria Zebrzydowska, Inwałd- Park Miniatur, czyli zdjęcia wśród pomniejszonych najważniejszych budowli świata, słone podziemne korytarze kopalni w Bochnii -no i wreszcie Babia Góra- ochotnicy pokonali swoje słabości i dzielnie stanęli na szczycie Diablaku. Braawo, braawo, brawissimoo!
Miłym zwieńczeniem pierwszego tygodnia były odwiedziny aktorki Ewy Telegi i Lucyny Kowalskiej-przedstawicielek Stowarzyszenia K 40. To między innymi dzięki zaangażowaniu tych pań, zbiórkom, aukcjom, które przygotowały, mogliśmy po raz kolejny pojechać na wakacje. Trzeciego dnia dołączyła do grona gości aktorka Dorota Segda, która pomogła udekorować medalami młodych olimpijczyków koloniady sportowej.
Do niezapomnianych chwil, zwłaszcza dla uczestników, którzy pierwszy raz znaleźli się na naszej kolonii, był z pewnością góralski chrzest. Inni zapamiętają naukę robienia figurek z siana lub wieczorny powrót z ogniska korowodem wozów konnych z pochodniami. Ja wspominam występ kapeli góralskiej. Ach te wysokie, radosne dźwięki wirujące wokół kolorowych gorsetów i zapasek śpiewających dziewczyn."Zawoja nie całaś ty moja, ino ten pagórecek, ino ten pagórecek- ka mój kochanecek! "
WKS nie byłby też WKS-em bez Mini Playbacku Show, karaoke, wieczorku poetyckiego, ogniska z samodzielnie ułożonymi piosenkami kolonijnymi, dyskoteki z pocztą francuską i bez wielu, wielu innych, ulubionych zabaw dla wtajemniczonych w obrzędy kolonijne. Aż trudno uwierzyć, że tyle atrakcji udało się zmieścić w dwa tygodnie. No, cóż może trzeba się przyzwyczaić? W końcu co rok jesteśmy świadkami takiego cudu :)